czwartek, Grudzień 31, 2009

Atlas owadów

Atlasy to duże wydawnictwa. Grube, wydane w dużym formacie. Oficyny wydawnicze zlecają druk na ciężkim papierze kredowym. Wszyetko pięknie, do momentu, gdy dwunastolatek nie musi tego dźwigać na plecach. Jednak krajowe szkoły wymagają, żeby uczniowie nosili podręczniki ze sobą. Plecak wypchany po brzegi krzywi kręgosłup, ale nikogo to nie interesuje. Później, jak dorosną bedą się skarżyć na łamanie w krzyżu. Tym się zajmie służba zdrowia, ale zamiast pieniędzy w tym resorcie, lepiej wydać je na unowocześnienie placówek naukowych.

Przez książki narodziła się moja wielka przyjaźń z Jankiem. On dawał mi albumy o wierzętach, a ja jemu książki podróżnicze. Jako pierwszy dostałem atlas ptaków, bo jego ojciec był ornitologiem. Polskie gatunki są naprawdę niesamowite. Wciągnęło mnie to do końca, więc później poprosilem o atlas owadów.

Zawsze uwilbiałem czytać książki. Jestem wyjątkiem od reguły. Śmieszne i nieco prawdziwe jest powiedzenie, że chłopaki nie lubią cztyać, wolą przeglądać zdjęcia. Atlasy są jakby spełnieniem ich marzeń. Mało tekstu i dużo fotografii. Zamiast podróżować (jako młodzik nie wyjeżdżałem zbyt wiele razy) można zapoznawać się ze światem poprzez leksykony.

Obserwując, jak dzisiaj dzieci mają otwarty świat często im zazdroszczę. Obecne albumy mają dużo wyższy poziom. Są lepiej wydrukowne i zdjęcia są lepsze. Łatwiej je kupić i nie kosztują kroci. W sklepach komputerowych można kupić książki multimedialne! Internet! Pojawiła się globalna pajęczyna, dzięki której można wymieniać wszystko: doświadczenia, obrazkami. W internecie można obejrzeć atlas zwierząt. Dziewczęta i chłopcy – korzystajcie! Macie szerokie horyzonty, ogromne szanse rozwoju.

Gdy chodziłem do podstawówki co wtorek w moim tornistrze znajdował się atlas zwierząt. Pan od biologii męczyła nas strasznie, żeby każdy uczeń miał swój egzemplarz. Teraz wiem, czemu to służyło. Belfer chciał wtłoczyć nam do głowy kztałty zwierząt. Chłopcy oczywiście mieli to w nosie, więc nie taszczyli tych książek.

Mój kumpel miał koleżankę Weronikę. Ona miała totalnego kręćka na punkcie ryb, więc od niej wziąłem atlas ryb. Sprzedała mi tego rybnego wirusa i kupiłem akwarium. Na początku gurami, ale niedługo potem ryby słonowodne. Dużo pracy wymaga taki szklany dom. Trzeba dbać o zakwaszenie wody, kupować żywe do karmienia swoich okazów itd. No, po trzech latach mi się znudziło. Jednak zainteresowanie zwierzętami mi nie minęło i po ukończneniu liceum poszedłem na studia.

Similar Posts:

    None Found

Popularity: unranked [?]

Comments are closed.